Teatralne – a uściślając – parateatralne spotkanie z Janem Rybowiczem w Gminnej Bibliotece Publicznej w Lisiej Górze, już choćby za sprawą genius loci („duszy miejsca”), było wyjątkowe. To miejsce – literacka Arkadia i zarazem Hades Jana Rybowicza – nolens volens stało się częścią przedstawienia.
Wyobraźmy sobie – w publicznej bibliotece, niczym w chodakowskiej knajpie („Wiocha Chodaków” to tytuł jednej z książek Rybowicza), zbierają się postacie z jego opowiadań: jakiś Stanisław Bobek, jakiś Jaś Polański, jakiś Wincenty Kot czy Józef Giez i inni mieszkańcy Lisiej Góry oraz okolic – sąsiedzi, współziomkowie, krewni pisarza i poety Jana R., jak go przedstawiają w swym spektaklu artyści. W zamyśle – jak sądzę, reżysera Tomasza Żaka (też lisigórskiego krajana), literatura miała przenikać rzeczywistość. I w tym klimacie pomiędzy dwoma a nawet trzema „światami” doszukiwałbym się istoty tego wydarzenia z pogranicza teatru i recitalu.
Bowiem po części przypominało mi ono pośmiertne przyjęcie przy wspólnym posiłku. Jednak w wizji reżysera – ta przestrzeń biblioteki wchodzi na wyższy poziom. Ta „stypa” odbywa się na sali rozpraw sądu rejonowego, gdzie odbędzie się – powiedzmy umownie – „komornicza licytacja”. A potomkowie bohaterów literackiej „Wiochy Chodaków” staną się bezwolnymi, nieświadomymi aktorami i poniekąd „autorami” tej inscenizowanej licytacji. Reżyser przewrotnie i z premedytacją odwraca role. Teraz to społeczność gminna „karykaturalnie” sportretowana i uwieczniona w polskiej literaturze przez ich sąsiada Janka Rybowicza, mogła się zrehabilitować i zrewanżować licytując swoje o nim wspomnienia, rewanżując się za jego – umownie – „niewyparzony język” i „publiczne pranie brudów”. Oczywiście, to teatralny chwyt, który ma oddziaływać na wyobraźnię widza. A stawką i walutą w tej „aukcji” ma być teatralny środek płatniczy: „oklaski”, owacje. Dobry pomysł, który nie został chyba do końca „ograny”.
Lepiej zagrała zaaranżowana na tę okazję scenografia. Knajpianą atmosferę, w której obracał się „kaskader z Lisiej Góry”, imitowały kawiarniane stoliki, głośna muzyka i książki na bibliotecznym „szynkwasie”. Bohaterzy obcują więc z widzami symbolicznie. Kilka fotografii autora zdawało się tworzyć namiastkę „seansu spirytualistycznego”, przywołując go z zaświatów. Wyakcentowałbym z tych spirytualiów „ducha etanolu”, bo stanowił „modus operandi” życiopisania Rybowicza. Czarne stroje aktorów wkomponowały się znakomicie w konsolacyjny charakterem spotkania.
I mógłbym wyobrazić sobie Tomasza Lewandowskiego z gitarą – kosturem w ręku w roli guślarza, przywołującego swoim śpiewem ducha – wiecznego outsidera. Trochę przydługie „Epitafium dla Rybowicza” mogło zadziałać hipnotycznie na widzów. Dobry tekst, który z pewnością dotarł do uszu słuchaczy, ale – myślę – nie przebił się głębiej. A z pewnością utwór rezonował by poezją, gdyby bard TNT – jak to robi np. Czyżykiewicz, bardziej grał „dramaturgią” głosu, akcentem muzycznym, barwą, dynamiką, konieczną zwłaszcza przy długim utworze.
Później było klarowniej i coraz lepiej. Wspomnienie Tomasza Lewandowskiego opowiedziane anegdotycznie, z humorem, warte było oklasków. Można powiedzieć, że to intermezzo pozwoliło mu otworzyć swój potencjał. Kontrolowana emisja głosu, dawka dramatyzmu i… „Samolot z literaturą nad Lisią Górą” zaczął się wzbijać w niebo, co można było zauważyć po nawiązującej się więzi w widownią.
A samolociki, papierowe jaskółki, robiła dla widzów występująca w duecie z Tomaszem Lewandowskim, Anna Warchał. Ucharakteryzowana na blond-wampa: czarne spodnie i góra, srebrny łańcuszek, czerwone szpilki, kapelusz. Kobieta – komornik sądowy i – jako że byliśmy w kręgu sztuki – aukcjoner prowadzący licytację. Kobieta delikatna, krucha, choć demoniczna, czy powiedzmy – mefistofeliczna. Wielka szkoda, że jej rola ograniczyła się do konferansjerki. Jej wokalne możliwości nie zostały wykorzystane.
Mimo, że jej rola sprowadzała się do krótkich zapowiedzi potrafiła w odpowiednych momentach wykreować postaci kobiet, które pojawiają się w prowincjonalno-diabolicznej twórczości Jana R. Jak np. w spektaklowym „Wspomnieniu nr 5”. Świetnie rozegrana postać dziennikarki mającej zrobić z nim wywiad. Ania Warchał relacjonując jej wspomnienia odegrała udanie Rybowicza w jego buńczucznej bezpośredniości, będącej w istocie grą maskującą wycofanie i niepewność. Rybowicz nie wymyślał postaci, a jedynie ubierał w literacki kostium, więc i ta, uwieczniona w „Listach do Elżbiety R.” dziennikarka, to osoba realnie istniejąca. I nie jest tajemnicą, że pracowała w latach 80-tych minionego stulecia w redakcji TEMI.
Tak więc Tomasz Żak intencjonalnie przywołuje ten – mimo pewnej grozy – schyłkowy okres PRL-u. Ten fenomenem na poły diabelski i anielski, gdzie kończył się karnawał i zaczynał okres „postu i pokuty”. Cenzorzy przymykali swoje lewe oko, bo już nikt nie wierzył w socjalistyczną utopię. Rybowiczowi udało się w mikrokosmosie Lisiej Góry oddać ducha tego okresu i zachować jakby w kapsule czasu żywy jego obraz.
Ten epizod w barze, zagrany przez Anią Warchał, przywołał tamten świat. Z jego gwarem, zapachami, atmosferą i charakterystycznymi typami. Jednym gestem wytarcia rękawem stołu, by zaprosić do stołu kobietę. Trochę żal, że ta rola nie została bardziej rozbudowana, bo twórczość Rybowicza ma teatralny potencjał.
Jest jak list w butelce z biesem w środku. I znowu butelka została wyrzucona na brzeg, a Duch Jana R. pojawił się na moment i znikł, pozostawiając poczucie niedosytu. Niemniej atmosfera była chwilami podniosła. Przyjęcie dobre. Od prologu w Aukcyjnym Domu Sztuki, gdzie wszystkie wspomnienia są na sprzedaż, po epilog z akcentem z „Dziadów”.
Oglądając recital zostałem rozdarty właśnie między „Weselem”, a „Dziadami”. Między tą niemożnością Polaków do zjednoczenia się, a ofiarnym mesjanizmem. Tak, to już moja nadinterpretacja, moja wyobraźnia i moje duchy. Bo każdy ogląda swój teatr. I za to Reżyserowi, Artystom i Pani Kierownik Gminnej Biblioteki Publicznej w Lisiej Górze składam podziękowania.
Jan Maniak
Teatr Nie Teraz, „Rybowicz – odlot poety”
Scenariusz i reżyseria: Tomasz A. Żak
Wykonawcy: Anna Warchał, Tomasz Lewandowski i Tomasz A. Żak
Autorka zamieszczonych fotografii: Aleksandra Żak
Biblioteka Publiczna w Lisiej Górze, 20 marca 2026