Tradycja to zgoda na przeszłość, bez której by nas nie było. Bez której nie bylibyśmy tacy, jacy jesteśmy. To szacunek do tego, co z przeszłości czyni nas lepszymi – jako ludzi, jako naród.

(foto. Tomasz A. Żak)

To korzystanie z tej przeszłości. Ludzie wpisani są w odwieczny porządek praw naturalnych i Bożych, a narody w swą historią, w której mogą odnaleźć etos wyróżniający je z innych. Dla polskiego paradygmatu ten wybór definiuje triada: BÓG – HONOR – OJCZYZNA.

Kiedy sięgamy w teatrze do starych obrzędów; kiedy śpiewamy stare pieśni, uczymy się dawnych tańców; ćwiczymy ciało zgodnie ze starymi regułami sztuk walki, to potwierdzamy wielką kreatywną wartość przeszłości. Tak samo działa odwoływanie się do konkretnych zdarzeń militarnych, gospodarczych, politycznych czy religijnych. Jednym z najważniejszych wyborów, który może uczynić nas lepszymi, jest wybór autorytetów, bohaterów narodowych, którzy – jak w przypadku naszej Ojczyzny – niejednokrotnie łączą w sobie profanum i sacrum, jak na przykład św. Jadwiga, królowa Polski albo rotmistrz Witold Pilecki. A teatr jest po to, aby dokonywać wyboru i zmieniać świat na lepsze.

Jeżeli z tych wypraw w świat naszych dziadów nie wyciągamy wniosków, a tylko stroimy się w zewnętrzne konteksty niczym w jarmarczne błyskotki, to jesteśmy tylko barbarzyńcami, powierzchownymi odpustowymi błaznami.

W kulturze europejskiej najważniejszy jest Bóg. Europę ukształtował katolicyzm, a więc wiara w mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jedyną świętą księgą jest Biblia, czyli Stary i Nowy Testament. Jedynym prawem jest Dekalog. Polska narodziła się wraz z chrztem, wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. To nieusuwalny znak tożsamości. Teatr katolicki, to realizacja ideału katolickiego: Chwała Boga i zbawienie dusz! Zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, piekłem i szatanem. Taki teatr przyjmuje swój ideał od Boga, od Objawienia. Jest to najwyższy możliwy ideał. Nawet można powiedzieć, że TEN ideał jest prawdziwą, choć wyższą rzeczywistością! Taki teatr pokazuje, że realizm, w którym żyjemy, jest właściwie „graniem” i „fikcją”, a „grany spektakl” jest ostatecznym i prawdziwym realizmem. Taki teatr może być wielkim dobrodziejstwem dla człowieka. Zachęca go bowiem, aby się tym stał, kim w oczach Boga i istotnie już JEST.

Karol Stehlin, FSSPX, styczeń 2007

(foto. Tomasz A. Żak)

Jeżeli teatr ma zmieniać świat, to jego twórcy muszą najpierw zmienić siebie. A te wszystkie zmiany muszą uszanować dwie fundamentalne zasady. Po pierwsze nie dopasowuje się Boga do czasów nam współczesnych; to my, współcześni, mamy się dopasować do Boga i do Tradycji, która jest związana z naszą wiarą i wszelkimi przejawami chrześcijańskiego kultu. Po drugie, być takimi, jak nasi bohaterowie. Umieć oddać życie za to w co wierzyli oni, ale żyć w danym nam czasie po to, aby zwyciężać dla własnego kraju i rodziny oraz dla wiecznej nagrody w Niebie. Tak czynili nasi przodkowie. Teatr patriotyczny to służba dobru, pięknu i prawdzie, a nie „akademie ku czci” czy „odfajkowywanie” na scenie kolejnych rocznic czy postaci. Taki teatr to wielka odpowiedzialność za to, co otrzymaliśmy od naszych ojców i dziadów, ale również za to, co po sobie zostawimy, a co będzie nazywane Polską. To życiowy rozkład jazdy każdej osoby, nie tyle mówiącej po polsku, co po polsku czującej. To, co robimy, to nie jakiś szkolny bryk, modne wdzianko lub droga do kariery, które można zmieniać na każde widzimisię kolejnych pokoleń. I o tym właśnie najczęściej zapominamy. A najłatwiej zapominają artyści. To pewnie efekt pychy, która tak łatwo do nas przychodzi i nie pozwala myśleć. Tymczasem okazuje się, że tak biało-czerwona, jak i modlitwa, jak najbardziej rymują się ze sztuką teatru.