Niewierni

Według „Księcia niezłomnego” Calderona de la Barca w autorskim tłumaczeniu Juliusza Słowackiego

Scenariusz, Reżyseria i Scenografia: Tomasz A. Żak

Opracowanie muzyczne:  Karolina Kozioł

Aktorzy:
Karolina Kozioł
Joanna Myszka
Agnieszka Wąs
Szymon Seremet

W spektaklu wykorzystano publicystykę Oriany Fallaci.

Premiera: 17 maja 2007, Rheinhausen, Niemcy

Premiera polska: 23 lipca 2007, Tarnów, Scena TNT (stary internat)

Recenzje

Tarnowski Teatr Nie Teraz przygotował kolejne przedstawienie. Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.

(…) Spektakl dzięki swojej pełnej powietrza fakturze zyskał sporo przestrzeni, (nie tyle interpretacyjnej, bo ta było cokolwiek przecież ukierunkowana ciążącym balastem światopoglądu reżysera) głównie estetycznej ze względu na ascetyzm wykorzystanych środków wyrazu, jak i literackiej, gdzie musiały pomieścić się trzy warstwy dzieła, do którego odwołał się Teatr Nie Teatr swoimi „Niewiernymi” (1629 Calderon, 1843 Słowacki, 1965 J. Grotowski i 2006 T. A. Żak.).

Oszczędna formuła sprzyja wyrazistości przekazu. Głośno krzyczy wymowną alegorią iedemnastowiecznej sztuki Calderona, a wzbogacona publicystyką Fallaci i ostatecznie przefiltrowana Żakiem, angażuje się we współczesność, będąc otrzeźwiającym serum na polityczne profanum naszych korporacyjnych czasów! (…)

Twardoręki, ale nie twardogłowy dyktator, charyzmatyczny reżyser, scenograf i założyciel Teatru Nie Teraz jest człowiekiem o wielkiej wrażliwości, wyczulonym na drgania najwyższej częstotliwości, co pozwala mu na wczesne rozpoznawanie czyhających zagrożeń, na długo przed społeczną świadomością sposobiącego się zła. „Niewierni” mogli się pojawić w takiej formie i w tak wąskim, alternatywnym paśmie niszowej kultury, jak sądzę, dzięki nieustannie walczącemu z mainstreamową papką niby wysokiej kultury Tomaszowi A. Żakowi. Widać u niego zarówno fascynację, jak i potrzebę oddania hołdu wielkiemu teoretykowi teatru Jerzemu Grotowskiemu. Determinację i niezłomną wolę Żak przejawia od ponad 25 lat manifestując swymi inscenizacjami autorską czystość przekazu, niezależność twórczą i wreszcie szczerość emocjonalną. Jego zdaniem, teatr podobnie jak u Grotowskiego ma misję, jest narzędziem, które zmienia i widza, i aktora. Jest sacrum dokonującym przemiany. Widz wychodzi od Żaka z przewartościowanym moralnie wektorem postępowania i kontynuuje swój żywot już po innej trajektorii.

Grają: Szymon Seretem, Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs. Młodzi aktorzy swym olbrzymim zaangażowaniem wpisują w role swoją transformację. Eksplorując własne wnętrze oprowadzają widza po zakamarkach człowieczego jestestwa. Wszyscy utalentowani, mający już niezły warsztat, potrafią zdominować swą sceniczną obecnością myśli widza, który zapatrzony i zasłuchany łatwo daje się wciągnąć w opowiadaną historię. (…) Teatr Nie Teraz daje wiele gotowych odpowiedzi na zapętloną sk-rzeczywistość! Nie proponuje łatwych rozwiązań. Z pewnością nie są one akceptowalne dla wszystkich i nawet jeśli prezentuje racje mniejszościowe, trzeba je ścierpieć pozwalając na społeczną emisję. (…)

Krzysztof Ziewacz, Serum na polityczne profanum – rzecz o „Niewiernych”.

inTARnet.pl, 25 lipca 2007

Ktoś, kto w dniu 23 lipca w siedzibie teatru TNT, miał przywilej oglądać polską premierę spektaklu „Niewierni” T.A. Żaka został, jako widz i uczestnik,poddany niejednej ciężkiej próbie. Nie tylko z powodu realizowanej konsekwentnie przez reżysera spektaklu koncepcji ”teatru ubogiego” nieżyjącego już mistrza Grotowskiego oraz zamiłowania autora tego artystycznego projektu do klaustrofobicznych przestrzeni.

Ogołocenie „teatru” ze zbędnych rekwizytów, z bogatej scenografii, ze wszelkich nowinek technicznych, nikogo już nie dziwi. Niemniej, wchodząc do TNT… mamy – decyzją Wielkiego Demiurga – znaleźć się nie tyle u „źródeł teatru”, co raczej w pierwszym dniu stworzenia. Wchodzimy do pierwotnej ciemności, nad którą unosi się jedynie duch Kreatora spektaklu. W tym idealnie ciemnym pudle oczekujemy już tylko na „fiat” reżysera. (…)

Trzeba przyznać, że pomysł, by połączyć postać „św. infanta” z osobą, którą można by porównać do dantejskiego cicerone, oprowadzającego widzów po postchrześcijańskiej Europie z wizji Oriany Fallaci, jest z pewnością oryginalny i godny zauważenia. Zwłaszcza, że koresponduje z Duchem Fernanda, który w ciemnościach zesłanych przez Boga – ten epizod pojawia się w spektaklu: „z duchów ciżbą liczną i tą pochodnią gromniczną, u gwiazd zapaloną wschodnich”, prowadzi swego brata Alfonsa do zwycięstwa. Może być więc jak najbardziej przewodnikiem dla zagubionych w ciemnościach chrześcijan. Potencjał pomysłu nie został jednak do końca wykorzystany, tak by zaszokować widzów dantejskim piekłem postmodernistycznych wartości w drodze do Eurabii. Takie jest moje odczucie. Gdyby przepowiednia się wypełniła, Europa mogłaby tak wyglądać, jak to przedstawia przewodnik, choć końskie odchody w kościołach ludzkość już oglądała nie jeden raz przy okazji czerwonych rewolucji, we Francji, Rosji, Hiszpanii, Meksyku… Deptanie wartości chrześcijańskich, oglądamy, na co dzień, choćby w mediach. (…)

I tu, w zderzeniu fanatyzmów, należałoby zadać sobie pytanie – czy sztuka performance, w naszym przypadku (tzw. „teatr mieszanych środków wyrazu”) nadaje się do obrony tradycyjnych, konserwatywnych wartości? Wszak performance zrodził się przeciwko wszelkiej konwencji, przeciwko właśnie tradycji, której TNT chce bronić. Również w TNT performer, ciało aktora jest zarówno podmiotem, jak i przedmiotem, jest medium. Dlatego TNT sposobem traktowania aktora i widza, przy takich założeniach ideologicznych, staje się alternatywny – tak mi się wydaje – do kwadratu. Jest teatrem z podwójnym off. Chce na fundamencie lewicowej sztuki, z konserwatywnych mitów (Calderon przyjął niezgodną z historia legendę o św. infancie) bronić, czy nawet zbudować bastion kultury katolickiej. (…)

I trzeba z uznaniem przyznać, że Szymon Seremet doczekał się swojej roli. Don Fernand, czyli Książę Niezłomny, wyzwolił go. Pozbawił go oporów. Aktor właściwie nie usiłował już grać, być aktorem, myśleć o środkach technicznych, o rezonatorach głosu itd. Był Don Fernandem. Widać ogromną pracę, ale i efekty są znaczące. Panie – Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs wypadły na jego tle blado, choć nie wiem, czy koncepcja samego spektaklu, a konkretnie obsada ról, nie zaciążyła znacząco na końcowym efekcie. (…)

Właściwie gra się w tym spektaklu trzema kolorami. Kolor tła – czarny, jak wiemy z optyki nie odbija żadnej barwy, wchłania wszystkie. Kolor biały, który jest symbolem doskonałości, duchowości, życia wiecznego, odkupienia i śmierci. Wiemy, że zawiera w sobie wszystkie kolory. Najdłuższe dostrzegane przez człowieka fale elekromagnetyczne, to fale o barwie czerwonej. Wspominam o tym w związku z pewną zasadą, o której się często zapomina; że ekspresja, czyli wyraz, powinna się przekładać na impresję, czyli wrażenie. W spektaklach TNT zasada ta budowana jest prostymi środkami, ale skutecznie. Czerwony kostium Don Fernanda powinien działać na widza jak muleta matadora, jako wyzwanie i prowokacja. A przede wszystkim to kolor męczenników i kolor chroniący przed demonami. Oczywiście symbolika czerwieni jest bardziej rozbudowana.Odcienie szarości i niebieskiego są mniej istotne. Błędem byłoby niedocenienie tej strony spektaklu. (…)

Jan K. Maniak, Niewierni – Księciu niewierni, czyli konserwatywny performance.