Liczba Aniołów

Dedykowane Władysławowi Hasiorowi w piątą rocznicę śmierci

Scenariusz i reżyseria: Tomasz Antoni Żak

Muzyka: Mirosław Poświatowski – bęben

Scenografia: Tomasz A. Żak  i Jacek Solakiewicz

Aktorzy:
Łukasz Gawlik
Albert Opolski
Szymon Seremet

Premiera: 29 wrzesień 2004, Teatr im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Zakopanym.

Autorska kompilacja tekstów ilustrująca zmagania człowieka diabłem; puentująca poszukiwania Teatru inspirowane twórczością Władysława Hasiora. Opowieść o opętaniu – tu i teraz – z użyciem rekwizytów tego świata, których używać może i używa jak najbardziej szatan.

Recenzje

W tym spektaklu westchnęło się człowiekowi, czy może Aniołowi: „Oddałem duszę diabłu, bo dał mi pracę”. Nie opiszę jednak dokładnie, szczegółowo, kolejnego artystycznego kroku Teatru Nie Teraz, gdyż musiałbym i tak ominąć sporo zakątków. Spektakl pt. „Liczba Aniołów” jest magiczny, eksperymentalny, nie chcę więc wciskać widzowi żadnych sugestii. Niech sam sobie pomyśli, przemyśli…

Na afiszu poinformowano, że spektakl jest dedykowany Władysławowi Hasiorowi w piątą rocznicę śmierci. Teatr Nie Teraz zakwaterowano nareszcie w Mościcach, jego lokum trochę uporządkowano, ciut ozdobiono. Zaskakuje mnie ten Teatr Nie Teraz, majstrujący od lat widowiska, a chyba nie wspomagany przez nikogo systematycznie złotówkami. Zaskakuje zwłaszcza teraz, kiedy brakuje pieniędzy na coś co tęskni do zaistnienia w obszarze kultury. Jego twórca, prowodyr, Tomasz A. Żak poświadcza, że jeśli w kogoś wsączy się magia sztuki, to będzie z uporem w niej trwał.

Tenże „Diabeł” napisał scenariusz „Liczby Aniołów”; jest reżyserem i scenografem oraz aranżerem tego spektaklu (premiera odbyła się we wrześniu w zakopiańskim Teatrze im. Stanisława Ignacego Witkiewicza).

(…) Przedstawienie Teatru Nie Teraz to przygoda z odmiennym teatrem, z miejscem nie kopiującym rzeczywistość, nie pouczającym wprost. Zszyto go z wielu myśli, uwag, słów, spostrzeżeń, przywołujących do widza dużą liczbę pytajników. Może on jednak popchnąć do pogrzebania w swojej głowie i w duszy, zaś drugiego do machnięcia ręką. (…)

Namawiam teatr przy ulicy Mickiewicza, aby przez kilka dni w roku udostępnił Teatrowi Nie Teraz swoją sceną, choćby kameralną. Niechby widzowie, którzy już zawarli znajomość z twórczością przedstawianą na scenie Solskiego, mogli obejrzeć również coś odbiegającego formą i treściami od Tarnowskiego Teatru.

A teraz zachęcam do obejrzenia „Liczby aniołów”. Warto zobaczyć ten spektakl choćby dla poszerzenia swojej wiedzy o sztuce teatralnej.

Ryszard Smożewski, Liczba znaków zapytania

Galicyjski Magazyn Informacyjny TEMI, 27 października 2004

„Liczba Aniołów” to pytanie o to, na ile stać człowieka, ile może zdradzić z tego w co wierzy, żeby dostać prace i pieniądze. Przekaz aktorów dociera do widza na kilku płaszczyznach; artyści posługują się konwencjami malarskim i ikonograficznymi oraz literackimi. W spektaklu wykorzystane zostały m.in. fragmenty Ewangelii św. Jana, „Fausta”Johana Wolfganga Goethe, „Procesu” Franza Kafki oraz wiersz „Siódmy anioł” Zbigniewa Herberta.

Najważniejsza jest w nim jednak fizyczność – mówi Tomasz A. Żak. – Zanim aktorzy zaczęli czytać teksty, ponad trzy miesiące pracowali nad ciałem i ruchami, bo najpierw musieli się stać tymi postaciami. Dopiero potem grani przez nich bohaterowie otrzymali życie.

„Liczba Aniołów” to swoista prowokacja widza, przełamywanie schematów, polemika z religijnymi uczuciami, inne podejście do egzystencji i rzeczy ostatecznych. Wmówiliśmy sobie, że Bóg jest tylko miłosierny i zapominamy o tym, że jest przede wszystkim sprawiedliwy, a sprawiedliwość niesie ze sobą karę – mówi reżyser. – Pokazaliśmy w spektaklu, że istnieje granica po przekroczeniu której nie ma już powrotu. Gra świateł, kilka sprzętów i przed e wszystkim gra trójki aktorów pokazuje największy grzech człowieka – pychę i to, jak bardzo potrafi być pociągające zło. Zadają też główne pytanie: „Jak wiele jesteś w stanie zrobić dla pracy?”, bo ona też jest bohaterem sztuki, która niszczy kolejno każdego z mężczyzn – oddają duszę i porzucają zasady, w które wierzyli, za pracę. Aktorzy pokazują jak we współczesnym świecie każdy z nas jest kuszony – promocjami, pieniędzmi i wizją kariery.

„Liczba Aniołów” wymaga maksymalnego skupienia i każdy przejaw zewnętrzności, który do niego przenika przeszkadza i rozprasza. Ktoś, kto jest odrobinę przygotowany na spotkanie z taka sztuką, da sobie z nią radę, zrozumie ją, a ktoś nieprzygotowany ucieknie i jeśli ma się czego złapać, chwyta się światła wydobywającego się przez szparę w oknie albo głosu zza ściany.

Marta Godlewska, Anioły o czarnych skrzydłach

Wiadomości Świętokrzyskie nr 7 (603), 13 lutego 2006