Autor: administrator

Wieści z DOMU

Otworzyliśmy Maszkienice wkładając w to naprawdę wiele pracy, ale – jak to powiedział w kuluarach nasz Dyrektor – dopiero teraz przed nami ta prawdziwa praca!

Istotnie, powołując do życia Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY w Maszkienicach wzięliśmy na siebie spory ciężar. Ale zrobiliśmy to świadomie i ciężar ten jest w rzeczywistości odpowiedzialnością a nie brzemieniem. To odpowiedzialność za nasze i Wasze widzenie, czucie i bycie. Bo Teatr to przede wszystkim bycie – w prawdzie i pięknie.

Wieczór, podczas którego oficjalnie otworzyliśmy Maszkienice, był nie tylko uroczysty, ważny, ale także dzięki Wam – drodzy Przyjaciele – piękny. Zwieńczeniem całego wydarzenia był pokaz spektaklu „Powrót Norwida” w reżyserii Kazimierza Brauna i Tomasza A. Żaka. Była to jednak inna sztuka niż ta, którą miała swoją premierę trzy lata temu. I nie chodzi tu tylko o skład aktorski – na scenie zobaczyliście Państwo teraz Waldemara Czyszaka (Pacjent Norwid), Annę Warchał (Pielęgniarka) i Karola Zapałę (Pielęgniarz) czy nawet o tak mocno zmienioną scenografię. Chodzi raczej o inne wybrzmienie w nas tego spektaklu – przecież żyjemy w świecie, który różni się od tego sprzed trzech lat.

Jedni mówili, że było „mniej romantycznie” a bardziej tragicznie”, inni, że ten Norwid jak nikt potrafił złączyć ze sobą prawdę serca i prawdę rozumu. Pewnie właśnie przez to uniwersalność jego myśli i krytyczne podejście do świata polskiej emigracji nierozerwalnie łączy się z polską racją stanu i miłością Ojczyzny. Czy mogliśmy wymarzyć sobie lepszego rozpoczęcie artystycznej pracy Maszkienicach niż właśnie tą prezentacją?

Podczas uroczystości nie zabrakło przedstawicieli lokalnych władz samorządowych, dziennikarzy, literatów, naszych Przyjaciół oraz tych, którzy po raz pierwszy spotykali się z nami, a myślę, że teraz zostaną z TNT na dłużej. Wśród gości niedzielnego wydarzenia byli m.in. Prezes IPN, Jarosław Szarek oraz Barbara Nowak, Małopolska Kurator Oświaty. Okolicznościowe adresy przysłali: Metropolita Krakowski, ks. abp. Marek JędraszewskiWanda Zwinogrodzka, Podsekretarz w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego; pisarz Wacław Holewiński oraz nas prof. Kazimierz Braun, skądinąd Honorowy Członek naszego Stowarzyszenia. Nie musimy chyba dodawać, że odczytanie tych listów pełnych życzliwości i wsparcia dla tego, co robimy, przysporzyło wzruszeń. Serdecznie dziękujemy za wsparcie i przyjaźń!

Gościem specjalnym niedzielnej gali był wybitny pieśniarz Stan Borys, którego Państwu nie muszę przedstawiać. Przypomnę tylko, że jest on m.in. autorem adaptacji słowno-muzycznych wielu wybranych utworów Norwida. Jedna z tych kompozycji/pieśni wybrzmiała podczas wieczoru, co zaplanowaliśmy, a co stanowiło niejako artystyczną klamrę wydarzeń na scenie. Nie przewidzieliśmy natomiast, że Mistrz Stan zdecyduje się na publiczne i wzruszające wystąpienie, podczas którego zadeklamuje jeden z wierszy Norwida! To była wielka niespodzianka!.

Po oficjalnym otwarciu był jeszcze czas na długie rozmowy o spektaklu, teatrze i oczywiście o Maszkienicach i o tym, co dalej. Teraz przecież nadszedł już na to czas i – co ważne, jest też na to miejsce.

Pamiętając zatem słowa Tomasza, że praca zaczyna się dopiero teraz, dziękujemy za wszelkie wsparcie i zapraszamy do Maszkienic. Ta nasza wspólna praca, drodzy Państwo.

Agnieszka Winiarska

Patronat Honorowy nad Otwarciem Ośrodka Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY w Maszkienicach koło Brzeska objął Pan Witold Kozłowski, Marszałek Województwa Małopolskiego.

Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY

Maszkienice. Otwieramy!

W najbliższy weekend zapraszamy do naszego Domu.
Tym razem nieco bardziej odświętnie i jak zawsze z radością na spotkanie.

Uroczyste otwarcie Ośrodka Praktyk Artystycznych połączone będzie z prezentacją spektaklu ,,Powrót Norwida”.

23 listopada (sobota)
Maszkienice, Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY, Maszkienice 30, godz. 16:00

24 listopada (niedziela)
Maszkienice, Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY, Maszkienice 30, godz. 17:00.

 

Patronat Honorowy nad Otwarciem Ośrodka Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY w Maszkienicach koło Brzeska objął Pan Witold Kozłowski, Marszałek Województwa Małopolskiego.

Repertuar – listopad

„Powrót Norwida”

_________

11 listopada (poniedziałek) 
Kraków, Sala Teatralna przy Kościele p.w. św. Stanisława Biskupa Męczennika, ul. Półkole 9a, godz. 19:15.

*

14 listopada (czwartek) 
Zakliczyn, Zakliczyńskie Centrum Kultury, ul. Rynek 1, godz. 17:00.

*

15 listopada (piątek)
Radymno, Miejski Ośrodek Kultury, ul. Lwowska 16, godz. 18:30

*

16 listopada (sobota)
Przemyśl, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, ul. Berka Joselewicza 1, godz. 17:00

*

17 listopada (niedziela)
Opinogóra, Muzeum Romantyzmu, ul. Zygmunta Krasińskiego 9, godz. 18:00.

*

18 listopada (poniedziałek)
Puławy, Zespół Szkół Technicznych im. Marii Skłodowskiej-Curie, ul. Wojska Polskiego 7, godz. 14:00

*

23 listopada (sobota)
Maszkienice, Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY, Maszkienice 30, godz. 16:00

*

24 listopada (niedziela)
Maszkienice, Ośrodek Praktyk Artystycznych DOM LUDOWY, Maszkienice 30, godz. 17:00

***

„Nie odchodź mnie”

__________

27 listopada (środa)
Tarnów, Ośrodek Szkolenia Nauczycieli przy ul. Nowy Świat 30 (aula II piętro), prezentacja około godziny 17:00 – spektakl towarzyszy konkursowi pieśni Jacka Kaczmarskiego i rozpocznie się po wysłuchaniu wszystkich uczestników.
Organizatorem jest Biblioteka Pedagogiczna w Tarnowie.

_______
Repertuar będzie uzupełniany na bieżąco o kolejne terminy.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY

_______________________________________________________________________

Niektóre prezentacje spektaklu „Powrót Norwida” realizowane są w ramach projektu dofinansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. 

84 lata – dokładnie

Dokładnie 84 lata temu, 22 sierpnia 1935 roku odbyła się uroczystość poświecenia Domu Ludowego we wsi Maszkienice koło Brzeska. Fundatorem Domu był Franciszek Bujak, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, dla którego Maszkienice były miejscem, w którym się urodził i wychował. Poświęcenia dokonał biskup tarnowski, ks. Franciszek Lisowski a wśród licznych gości był również wojewoda krakowski, Władysław Raczkiewicz…

Tak zaczyna się list Tomasza A. Żaka, naszego Dyrektora, opublikowany na stronie Teatru Nie Teraz, poświęcony innemu zdarzeniu, które miało miejsce zaledwie miesiąc temu. Ale zanim to „miesiąc temu” mogło się wydarzyć, musiało wcześniej zaistnieć w różnych odcinkach czasowych, w różnych płaszczyznach, i za przyczyną różnych ludzi, kilka faktów.

Maszkienice to miejscowość leżąca we wschodniej części województwa małopolskiego, administracyjnie przynależąca do Gminy Dębno. Liczy około 1500 mieszkańców. Jest szkoła, kościół, boisko sportowe, jest i remiza strażacka. Pewnie wszyscy się tutaj znają. Można by rzec, że nic nadzwyczajnego, że takich miejsc w Polsce jest mnóstwo – małych, cichych, skromnych. Ale częściej niż myślimy zdarza się, że właśnie z takich miejsc wywodzą się ludzie wielcy sercem, rozumem, pasją, którzy czynią rzeczy wielkie; którzy nie zapominają o swoich korzeniach, a swym działaniom nadają sens poprzez ich ukierunkowanie dla innych. Taką osobą był właśnie Franciszek Bujak.

Tak w swojej książce o prof. Bujaku pisze Wojciech Legutko: „historyk dziejów gospodarczych i społecznych Polski. Profesor historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie (..) Polityk związany z PSL „Piast” i SL. Był wśród grupy naukowców wspierających polską delegację podczas konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku. Stworzył szkołę badawczą polskiej historii gospodarczej, zwłaszcza dziejów wsi.”

Franciszek Bujak, człowiek wielkiego formatu, urodzony w sierpniu 1875 roku w maleńkiej wsi pod Brzeskiem, nigdy nie zapomniał skąd pochodził. Dowodem są jego działania mające istotny wpływ na rozwój i obecny kształt tej miejscowości. Zainicjował i przeprowadził kilka ważnych projektów gospodarczych, jak np. akcja scalenia rozdrobnionych gruntów, dzięki której chłopi otrzymali skasowane pola uprawne, a wieś nowy układ ciągów komunikacyjnych. Zrealizował też projekt melioracji gruntów, znacznie powiększający obszar pod uprawy. Profesor na proces zmian i rozwoju patrzył szeroko. Byt miał znaczenie, ale i rozwój kulturowy ludzi. I właśnie w 1935 roku, wspólnie z żoną, ufundowali budowę Domu Ludowego w Maszkienicach, przekazując jednocześnie na rzecz tej placówki pokaźny księgozbiór, który był początkiem lokalnej biblioteki. Miejsce to bardzo szybko stało się centrum kulturalnym nie tylko dla samych Maszkienic, ale i całej okolicy.

Po wojnie w murach Domu Ludowego mieściła się nawet szkoła. Miejsce to zawsze gromadziło ludzi, dawało mi możliwość, by coś zobaczyć, posłuchać, zrobić, pracować,  śmiać się, weselić. I historia potoczyła się tak, że drzwi tego Domu zostały przed nami, przed naszym teatrem, otworzone. I doprawdy nie ma znaczenia, że ten Dom nie jest w mieście, że jakaś kawiarnia nie jest blisko, ani postój taksówek, ale jak wszędzie wokoło są ludzi. Może tutaj nawet bardziej są, niż w mieście. Dla nas to już jest Dom. I tam będziemy pracować, tam będziemy chcieli widzieć naszych widzów, tam będziemy chcieli zrealizować marzenie o Ośrodku Praktyk Artystycznych, będziemy chcieli stać się częścią tej społeczności. Bo przecież to jest jak najbardziej najpierw ich Dom.

Podczas ostatnich prób do spektaklu „Powrót Norwida”, jeden z aktorów wypatrzył na modrzewiowym sosrąbie sklepienia sali teatralnej znak krzyża i napis: POBŁOGOSŁAW PANIE NAS I NASZE BUDOWANIE. Bardzo to znamienne! Nie ma przypadków, prawda?

W tekście wykorzystano fragment z książki Wojciecha Legutko pt. „Maszkienice z przeszłości do współczesności 1336-2018”.

Wieści z Domu

Jesteśmy już w Maszkienicach!!

Wciąż jeszcze w przysłowiowych pudłach i pudełkach. Sprzątamy, układamy, wozimy, przenosimy, malujemy. Powoli rozgaszczamy się w tamtejszej przestrzeni. Powoli swoje miejsce znajdują wszystkie nasze sprzęty, część rekwizytów znalazła już swój kąt. Pracy jest dużo ale cieszymy się z tego Naszego Domu.
Co jednak najważniejsze – działamy! I nie tylko gospodarczo. Trwają już próby do spektakli. W przerwach od zajęć i wytoczonych zadań, snujemy plany na przyszłość i z tak upragnionym spokojem możemy wznawiać w sobie rzeczy, na które nie było czasu i miejsca.

Mamy nadzieję, że już wkrótce nas odwiedzicie!

Tęsknota za teatrem. Felieton na Międzynarodowy Dzień Teatru

Pomyślałem, że jest już tak źle z polską kulturą, z polskim teatrem, że może warto poważnie zażartować w ten czas pisania zwyczajowych orędzi na Międzynarodowy Dzień Teatru. Od lat karmią ludzi marksistowskim sianem, więc może teraz dajmy coś od „nacjonalisty” i „ultrakatolika”, a w ogóle od „białego człowieka”. Aha – jak to się mawia – wszelkie podobieństwo do ludzi, zdarzeń i tekstów jest oczywiście tylko przypadkowe.

Mistrzów albo nam wybili międzynarodowi socjaliści z Moskwy, albo ci narodowi z Berlina. A jak nie wybili, to zmusili do emigracji. Ci, którzy przetrwali są skutecznie marginalizowani, ośmieszani i niszczeni. Nawet wtedy, gdy ich dorobek twórczy ma charakter wręcz podręcznikowy i dosłownie cały świat teatralny studiuje ich książki. Tacy ludzie jak przykładowo Kazimierz Braun czy Bohdan Urbankowski nie reprodukują klisz i konwencji narzuconych przez anytykulturę. Oni wciąż i z uporem prawdziwych rycerzy nie pozwalają zasypać źródeł prawdy, dobra i piękna. Praca tych artystów i wielu, wielu im podobnych nie ma dzisiaj wstępu do sal teatralnych okupowanych przez kulturowych marksistów.

W ten sposób, jak pod zaborami, jak za okupacji, polska kultura stała się undergroundowa, a niezmierzone zastępy ludzi wykluczono z możliwości uczestnictwa w kulturze wyższej. Dominuje rozrywka i to na najniższym poziomie. Nawet sceny o statusie narodowych preferują ofertę tak odległą od klasyki, którą z definicji powinny preferować, że ich repertuar przypomina raczej „tańce na rurze”. Bezmyślne naśladownictwo zgangrenowanego moralnie Zachodu stało się programem tych, którzy wyparli się rodzimej tradycji. I jak to klasyczni neofici, starają się być w tym, co najgorsze lepsi (czytaj: gorsi) od jakiegoś tam Paryża, Berlina czy Nowego Jorku.

Pozostaje nam jeszcze literatura. Nie wszystko umarło z Herbertem. Urodzili się nowi, którzy są „teraz Miasto”. Tworzą tak wspaniali Polacy jak Wojciech Wencel, Lusia Ogińska, Wiesław Helak czy Wacław Holewiński. Dobrych mamy przewodników w poezji, prozie, ale i w dramacie. Kiedy dziś myślę o coraz bardziej aktualnym przesłaniu objawień fatimskich, to przychodzą mi na myśl profetyczni pisarze, którzy już dziesiątki lat temu proroczo, ale i precyzyjnie opisali upadek europejskiej cywilizacji; upadek, który pogrąża nas w mroku totalitaryzmu, o jakim nawet nie śniło się Leninom, Stalinom albo i studentowi Sorbony, Pol Potowi. Mam na myśli prozaików i eseistów, takich jak: George Orwell, Jean Raspail, Oriana Fallaci czy Malachi Martin. Do grona tych literackich proroków można by również dzisiaj dołączyć Michela Houellbecqu.

To wszechogarniające poczucie nadchodzącego końca świata, ale w rozumieniu nie planety, ale odwiecznych relacji międzyludzkich, tego porządku Europy wpisanego od dwóch tysięcy lat w zbawczą rolę Krzyża Chrystusowego, jest dojmujące w dziełach przywołanych twórców. Takim zresztą jest również w przedstawieniu Teatru Nie Teraz pod tytułem – nomen omen – „Koniec świata”. Przedstawieniu, które przemilczano jak wiele dzieł reprezentujących tak zwaną prawą stronę mocy.

Prym w tym zakłamywaniu rzeczywistości wiodą te pozornie wszędobylskie media. Ich kultury opisywanie to cyniczna wybiórczość i planowa indoktrynacji. Funkcjonariusze tego globalnego Mordoru opisują więc to, co wcześniej zainspirowali ich protektorzy niemal już na wszystkich teatralnych scenach, które zdobyto w efekcie wiadomego „marszu na instytucje”.  Normalny człowiek jest tym przerażony, czyje się też osaczony. Jeszcze nie ma przymusu chodzenia do teatru, ale w przypadku młodzieży szkolnej już niekoniecznie. Pozostaje kulturowa emigracja wewnętrzna. Wciąż nie musimy mieć w domu telewizora i wciąż możemy kliknięciem myszki dokonywać wyboru, choć to coraz trudniejsze. Ale miejmy świadomość, że im dłużej trwa to życie w getcie, tym trudniej dojrzeć to, co jest za bramą, za murem.

A właśnie wobec tego powinien istnieć teatr. To, co osłania „poprawność polityczna” teatr powinien opisywać, i to po to, aby to zmienić. Bo po to jest teatr, aby zmieniać świat, zmieniać na lepszy, Boży po prostu.

Niechaj więc teatr będzie dla nas przestrzenią spotkania i wolności słowa. Nawet, jeżeli będziemy zmuszeni robić to w ukryciu, to pamiętajmy, że teatr zawsze jest po stronie tych, którym odebrano głos, których wykluczono. Nie udawajmy, że nie widzimy i nie słyszymy, że najbardziej prześladowaną społecznością na świecie są dzisiaj chrześcijanie. Teatr nie rodzi się z komfortu, ale z prawdy. Szukając radykalizmu w sztuce, miejmy świadomość, że dzisiaj prawdziwie radykalna jest wiara w Boga w Trójcy Jedynego. Nie ma kompromisów w sprawach fundamentalnych wartości. Dostaliśmy od Boga dar największej możliwej wolności – wolną wolę. Bądźmy wiec wolni w teatrze.

Srebrny Krzyż Zasługi dla twórcy TNT

W ramach uroczystości zorganizowanej 5 marca w Urzędzie Wojewódzkim w Opolu osoby zasłużone dla Ojczyzny i regionu opolskiego zostały wyróżnione odznaczeniami państwowymi i resortowymi przyznanymi przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę.

Wśród osób uhonorowanych, Srebrnym Krzyżem Zasługi, za swą działalność społeczno-kulturalną i artystyczną odznaczony został Tomasz Antoni Żak, reżyser teatralnym, pisarz i publicysta, dyrektor Teatru Nie Teraz. Odznaczenia wręczał Wojewoda Opolski, Adrian Czubak.

NORWID wraca!

Począwszy od maja a kończąc w listopadzie Stowarzyszenie Nie Teraz będzie realizować projekt pt. „NORWID”. Realizacja tego projektu jest możliwa dzięki dotacji otrzymanej w ramach naboru do programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, wspierającego najwartościowsze zjawiska i trendy we współczesnym teatrze i tańcu.

Projekt „NORWID” to wyjątkowe przedsięwzięcia w obszarze współczesnej kultury polskiej. Zawiera w sobie kilka kontekstów, tak artystycznych, jak i edukacyjnych.

To nie tylko niekonwencjonalne upowszechnienie wiedzy o zapoznanym „czwartym wieszczu”, a przy tym promowanie wartości uniwersalnych czyniących człowieka lepszym, ale jednocześnie budzenie poprzez sztukę kreatywności polskiego patriotyzmu. Projekt nasz realizujemy zgodnie z misją, którą można by nazwać „teatrem w podróży”; misją, z której niemal zupełnie zrezygnowały sceny instytucjonalne. Sednem projektu jest zaprezentowanie przedstawienia „Powrót Norwida” w specjalnie wybranych miejscach naszego kraju.

Teatr Nie Teraz doprowadził do premiery spektaklu „Powrót Norwida” w roku 2016, dzięki współfinansowaniu przez Narodowe Centrum Kultury. Okazuje się jednak, że nie mając od lat swojej sceny, a jednocześnie będąc konsekwentnie wykluczanymi przez większość obecnych instytucji kultury, nie mamy wielu okazji spotykania się z widzem. Tym samym fundamentalne dla naszej kultury frazy Norwida zapominane są coraz bardziej. Podobnie jest z nestorem i Mistrzem polskiego teatru, prof. Kazimierzem Braunem, twórcą scenariusza i współreżyserem przedstawienia – przymusowym emigrantem i wielkim nieobecnym w polskiej kulturze.

Możliwością choćby częściowego odwrócenia tej sytuacji są środki MKiDN. Udowodnił to sukces naszego ubiegłorocznego projektu „WYKLĘCI 44” i prezentacje spektaklu „Wyklęci”. Pozostajemy z przekonaniem, że podobnie będzie w tym roku, a „Powrót Norwida” dotrze do polskiej publiczności.

Zima, góry, ludzie

Zima tego roku była przez trochę naprawdę zimowa. Śnieg pięknie wygładził ostre krawędzie miast. Przykrył ich szarość, spowolnił pęd aut i gwar dnia wypełnił mroźną ciszą.

A dla nas, ludzi Teatru Nie Teraz, było oczywiste, że zimę chcemy zobaczyć w górach. Poczuć jej tak przewrotnie bliską człowiekowi siłę i piękno. Dograliśmy kalendarze, sprawdziliśmy prognozy, spakowaliśmy plecaki i… Punktem startowym była Piwniczna (a więc Beskid Sądecki), z której zielonym szlakiem ruszyliśmy przed siebie z każdym  krokiem zatapiając się w coraz bardziej zimowy świat. Dzień był intensywny. Oczy musiały przyzwyczaić się do ostrej bieli, oddechy do mrozu i nagłych porywów wiatru. Szlak nie był przetarty na tyle by móc swobodnie iść. Więc brodziliśmy w śnieżnej kipieli, ucząc nasze nogi innego rytmu, innego wysiłku. Najpierw dotarliśmy do osiedla Piwowary – to kilka domów stojących prawie na granicy ze Słowacją i mały przepiękny kościółek. Potem brodząc w coraz większym śniegu dotarliśmy do Eliaszówki (1030 m npm). Zbudowano tam ostatnio wieżę widokową. Zamarznięta, pokryta lodem nie dawała tego dnia widoków ku Tatrom.

Stamtąd nasza droga wiodła do Przełęczy Gromadzkiej i osady Obidza, gdzie

była nasza baza – Chatka Wątorówka. Śnieg tak ściśle ją opatulił, że trudno było ją dostrzec nawet z niewielkiej odległości. Chatka niewielka, skromna ale było w niej wszystko czego potrzebowaliśmy. Ale zanim mogliśmy zacząć odpoczywać, należało zadbać o kilka istotnych szczegółów, jak na przykład napalenie w „kozie” – tym zajęli się panowie. Posiłek przygotowały panie. I

kiedy już zrobiło się ciepło, głód przestał doskwierać a dłonie przyjemnie grzał kubek z aromatyczną herbatą można było w pełni docenić urok naszej chatki jak i fakt bycia razem w tak niezwykłych okolicznościach przyrody. Za

oknem padał śnieg, mróz malował pięknie na szybkach a my przegadaliśmy większość nocy.

Kolejny dzień wytyczał nam ponownie szlak niebieski, ku Małym Pieninom. Wędrówka od początku była uciążliwa. Śniegu jakby więcej, co wydawało się po wczorajszym dniu być wręcz niemożliwe. Przed nami żadnych śladów. W okolicach szczytu Szczob podejmujemy decyzję o zejściu z grzbietowego szlaku i bardzo stromo leśną przecinką schodzimy wprost do Doliny Białej Wody. Mimo trudów i zmęczenia, trudno się nie zachwycać tym wszystkim co wokoło nas. Zimę chyba najprościej zobrazować poprzez widok zaśnieżonych drzew. A my jesteśmy w lesie. Jesteśmy częścią tego krajobrazu. Drzewa tracą swoją strzelistość w zwałach śniegu. Niezabielone fragmenty pni punktują pejzaż, nadając jemu jeszcze bardziej wyrazisty charakter. Puchaty śnieg skrzy się bajkowo. Chrupie przy każdym kroku. Mróz nie odpuszcza.

Dno doliny już przetarte, idzie się zdecydowanie lżej. Jest to teren rezerwatu. Mijamy wielkie skupiska skał usytuowanych po obu stronach drogi, zamarznięty wodospad, ślady dawnej łemkowskiej wsi I w końcu spotykamy ludzi. Śnieg można doceniać niekoniecznie w nim brodząc i tak właśnie czynią to napotkani ciasno, bo zimno, upchnięci w saniach ciągniętych przez konie. Kulig! Prawdziwy kulig w wymarzony do tego terenie. Jeszcze przez

chwilę słyszymy radosne brzęczenie dzwoneczków, miękki stukot końskich kopyt i piski dzieci oraz ich rodziców. A nam trzeba iść dalej. Postój robimy w Jaworkach w oryginalnej drewnianej Bacówce. Ciepło, dobrze dają jeść i wyjść się nie chce. Ale robi się późno, a droga do domu niełatwa.

Do naszej chatki wracamy od Białej Wody czerwonym szlakiem przez Flader. Pniemy się w górę przez wielkie śnieżne polany, cały czas mozolnie pod górę lasem aż po Ruski Wierch. Do chatki docieramy już po zmierzchu. Oj, było ciężko! Zmęczenie klei nam oczy wypełnione wrażeniami dnia. Zasypiamy w połowie zdania.

Dzień następny to dzień naszego powrotu. Schodzimy z Obidzy do Kosarzysk

, stamtąd autobusem jedziemy do Starego Sącza. Tu jeszcze odwiedzamy Klasztor Klarysek, a na Rynku w klimatycznej restauracji „Marysieńka” uzupełniamy kalorie. Śniegu mniej, w około głośniej. Inaczej. Jeszcze tylko pociąg i jesteśmy z powrotem w Tarnowie.

I znowu nastał wieczór już nie w chatce zatopionej w śnieżnej topieli, w chatce z trzaskającym polanami, już we własnych domach. Ale pod powiekami (i może też w sercach) wciąż widok tego lasu, w ustach smak herbaty pitej na trasie z jednego termosa, a w głowie jeszcze kilka kolejnych dobrych wspomnień i jeszcze więcej planów.

Dzielni zimowi wędrowcy: Ola Pisz, Ola Dziąćko, Tomasz Żak i Kamil Giebał.